PolishEnglish
Home Europa Bezstroska Andaluzja
21
lip
2010
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Beztroska Andaluzja

Czasem droga przemienia się w rzekę Czasem droga przemienia się w rzekę

Andaluzja uchodzi za najbiedniejszą i najbrudniejszą część Hiszpanii. Spójrzmy na to z innej strony. W ciągu roku jest tutaj najwięcej słońca, a czas płynie zdecydowanie wolniej w porównaniu do innych części półwyspu Iberyjskiego. Wjeżdżamy na teren rezerwatu Cabo de Gata. Tutejszy krajobraz to dzika półpustynia przeplatana drobnymi wioskami. Przy dojeździe lokalną dróżką na południowo-wschodni przylądek Hiszpanii pojawia się niespodzianka. Z powodu wczorajszej ulewy droga staje się nieprzejezdna.

Cabo de Gata Wybrzeże Cabo de Gata

Mały, okresowy strumyk płynący pod drogą przeistacza się w porywistą rzekę, która zalewa drogę. Trzeba to nietypowe zjawisko przeczekać. O poranku ruszamy w stronę Las Negras. To mała miejscowość, w której poza domkami rdzennych mieszkańców sporą część zabudowań stanowią wystawne rezydencje emerytowanych imigrantów z bogatych krajów Unii Europejskiej. Nie zwracając uwagi na te nie pasujące do siebie przeciwieństwa, wyruszamy na szlak pieszy.

Malownicza zatoka, ruiny arabskich zabudowań i piękne skaliste wybrzeże. Wąska ścieżka przy spadzistym wybrzeżu nad Morza Śródziemnego prowadzi w opustoszałe i dzikie miejsca. Spędzamy kilka godzin spacerując po zakątkach Cabo de Gata, aby późnym popołudniem ruszyć w poszukiwaniu dalszych przygód.

Cádiz, najstarsze miasto Europy

Lekko po szóstej, wciąż zimno, ale decydujemy się odetchnąć na plaży. Co kwadrans zza nadmorskich wieżowców wyłaniają się nieśmiało kolejne promyki słońca. Pierwszy plan to śniadanie. W pobliskim barze zamawiamy churros, obrzydliwie tłuste, podawane na słodko przekąski. Idealnie z poranną mleczną kawą.

Forteca w Cádiz w porze odpływu Forteca w Cádiz w porze odpływu

Kąpiemy się w Oceanie Atlantyckim. Tak jest, w oceanie, gdyż Cádiz położone jest na zachód od Cieśniny Gibraltarskiej, która rozdziela basen śródziemnomorski i atlantycki. Przechadzka po spokojnym, coraz bardziej zaludnionym południowym wybrzeżu doprowadza nas do promenady, skąd kierujemy się w stronę starej części miasta. Pierwsza konfrontacja z Cadiz. Mówi się, że to typowe andaluzyjskie miasto. Dostrzegam silny wpływ kultury arabskiej, widziany głównie poprzez kamienne uliczki oraz pastelowe budynki wykonane z piaskowca. Napływy z południa podkreślane są przez śródziemnomorską, półpustynną scenerię. Miasto łączy w sobie tradycję i nowoczesność. Wąskie uliczki prowadzą do otwartych przestrzeni, często zapełnionych stolikami restauracyjnymi. Plaza de la Catedral to jedno z takich miejsc. W centrum, przy dużej katedrze znajdziemy tradycyjne restauracje ze stolikami w cieniu.

Jedna z zabytkowych uliczek w Cádiz Jedna z zabytkowych uliczek w Cádiz

Miasto cieszy się mianem jednego z najdłużej zamieszkiwanych w całej Europie. Historia pierwszych osadników sięga przeszło 1000 lat przed naszą erą. Szmat czasu, a niektóre rzeczy mimo wszystko się nie zmieniają. Jak na przykład plaża. Grobla na Playa la Caleta wchodzi kilkaset metrów w głąb oceanu i prowadzi do tajemniczo wyglądającej fortecy Castillo de San Sebastian. W trakcie przypływu woda nie jest wystarczająco głęboka, aby wykonywać skoki do wody, ale dla tutejszych mieszkańców nie stanowi to przeszkody. W przypadku pewnego grubasa, który skoczył do wody z kilku metrów odniosłem wrażenie, że już się nie wynurzy. Wynurzył się. To profesjonalista.

Ciekawostką są dziurawe skały, między którymi powstaje fontanna przypominająca gejzer na skutek okresowych większych fal. Przy mocniejszym podmuchu wiatru fala potrafi zalać prysznicem wody całą szerokość grobli łącznie z przechodzącymi w tym czasie turystami.

El emperador El emperador, ryba piła z śródziemnomorską sałatką

Nowoczesna cześć miasta nie jest już aż tak ściśnięta, do nowopowstałych budynków prowadzą nieco już szersze uliczki. Przyjemniejsze są jednak historyczne zabudowania. Przemieszczanie się w ciągu dnia wąskimi alejkami skutecznie chroni przed bezlitosnym słońcem. A przy względnie suchym powietrzu upał jest w zasadzie nieodczuwalny.

Wieczorną porą życie się rozkręca. Na ulicach wrzawa, restauracje porozstawiały kram na całej szerokości wyjątkowo wąskich uliczek. Aby dobrze zjeść, trzeba zapisać się na listę oczekujących. Na moim talerzu pojawia się el emperador, doskonale przyrządzona ryba piła. Mija ciepły andaluzyjski wieczór, przechadzka nad zatokę. W czasie odpływu pozostaje tylko zacienione pole wraków łódek.

W godzinach porannych, na gdzieniegdzie rozrzuconych po plaży skałach pojawia się sporo poszukiwaczy krabów. Dołączam do nich, lecz chyba to nie jest mój dzień. Tłumaczę sobie, że wszystkie kraby zostały już złapane.

Tarifa

Tarifa, Mekka wind- i kitesurferów Tafira, Mekka wind- i kitesurferów

Położony na Costa de la Luz przylądek Punta Tarifa to najdalej wysunięty na południe kontynentalny punkt Europy. Widać stąd położone zaledwie trzynaście kilometrów na południe wybrzeże Afryki. Zasiadam w plażowym surf barze. Czas się zatrzymuje. Kolorowy stół, drewniana konstrukcja, piasek, leniwie zarzucone płachty przeciwsłoneczne i czilloutowa atmosfera.

Wjeżdżamy do Tarify, a tu tłok, sklepy, tłumy, parkowanie, ulice jednokierunkowe, czyli tradycyjne perypetie poruszania się po mieście. Szybko stąd uciekamy. Tuż za plażą Valdavaqueros, odnajdujemy dziki spot. To spory teren, tuż przy piaszczystej plaży, część rezerwatu przyrody, z tego względu niezabudowany. Spotykamy wielu ciekawych ludzi, nomadów współczesności. Brak prądu, brak bieżącej wody, brak czegokolwiek, ale miejsce to ma swój wielki urok. Jest ocean i dobre towarzystwo. I tak mija nam tydzień.

Granada

Baños Árabes Baños Árabes, naturalne wody termalne

Odwożę Matiego i Martę na lotnisko do Malagi, a wraz z Isabelle, znajomą Belgijką, wybieram się na północ. Po drodze odwiedzamy słynne Alhama de Granada. Baños Árabes to naturalnie występujące kąpieliska i wody termalne, które zostały odkryte przez Arabów już w XIII wieku. Położone na wysokości 850 m n.p.m., niegdyś synagoga i kompleks łaźniowy, dziś przeistoczone zostały w luksusowy hotel i centrum odnowy biologicznej wykorzystujące lecznicze właściwości wód. Dzięki uprzejmości pracowniczki hotelu w trakcie sjesty oglądamy zabytkowe (wciąż w eksploatacji) łaźnie i naturalne jacuzzi. Tuż przy tym komercyjnym obiekcie znajduje się ogólnodostępne naturalne źródło, które zalewa kilka odgrodzonych kamieniami zbiorników wodą o temperaturze 40 stopni.

La Alhambra Ogrody La Alhambra

Po kilku godzinach w wodzie udaje się nam przeczekać ostatniego staruszka w białych portkach blokującego dostęp do pierwszego zbiornika tuż przy źródle. Moja skóra wygląda już jak skóra zwiotczałego 95-latka.

Granada to bez wątpienia najgorsze miasto w kategorii łatwości przemieszczania się autem. Do tradycyjnych problemów dochodzą tutaj liczne remonty, ulice jednokierunkowe, reorganizacje ruchu, dziesiątki skrzyżowań, setki aut i tysiące pieszych. Ktoś kto przetrwał jazdę autem po Granadzie przetrwa wszystko.

Po ciężkich trudach parkujemy auto na Calle de Gran Capitan. Spacerujemy do późnej nocy po parkach i placach. Fontanny, gwar ludzi, a także spokojne rozmowy na Plaza de Bib-Rambla, Trinidad i Lagos. Odwiedzamy market arabski i giniemy w wąskich i krętych uliczkach. Podziwiam poupychane klitki, ostoje handlu, oferujące sheshe, kolorowe tkaniny, świeżo wyprawione skóry i przeróżne pamiątki turystyczne.

Niezwykle bogactwo i precyzja dekoracji Niezwykle bogactwo i precyzja dekoracji

Od rana Isabelle mnie namawia, aby zwiedzić La Alhambrę. Podchodzę sceptycznie do rozreklamowanych turystycznych atrakcji, ale przekonuje mnie jej ostatni argument - "It's something you need to see once in your life". Na miejscu same przeszkody. Horrendalnie drogi parking, kolejki przy zakupie biletu i kolejki w oczekiwaniu na wejście. Alhambra to, najprościej mówiąc, olbrzymi kompleks pałacowy pochodzenia arabskiego. Piękne zadbane ogrody wysadzane egzotycznymi, kolorowymi kwiatami. Starannie przycięte żywopłoty zacieniające wąskie przejścia pomiędzy skwerami. Wszystko jest ożywiane przez liczne fontanny artystycznie animujące scenerię.

Spacerujemy więc po Jardines de Secano i Jardines del Portal. Odwiedzamy Palacio del Generalife. W Alcazaba, na Torre de la Vela, znajdują się wspaniałe punkty widokowe na starą część miasta. Niestety, ale na wstęp do Palacios Nazaríes musimy czekać całe pięć godziń! (gdybym tylko wiedział, że tak się sprawy potoczą). Cokolwiek by tam nie było, trudno, aby okazało się warte tego czasu i podwójnej opłaty za wstęp.

Teren ścisłej ochrony, ręcznie rzeźbione fasady i wnętrza komnat. Od stóp aż po sam szczyt kilkunastometrowych ścian. Bogactwo, staranność i różnorodność. Przede wszystkim - długowieczność. Ornamentyka arabska wprawia w zachwyt. Umiejętne połączenie styli i poszczególnych elementów architektonicznych. Wszystkie fontanny, ogrody, patia, schody, wrota, wieże, korytarze, chodniki i ściany tworzą tutaj jedną całość.

Albaicin, stara zabytkowa dzielnica Albaicin, stara zabytkowa dzielnica Grenady

Alhambra to jedna z z najlepiej zachowanych kolebek, spuścizn po poprzednich cywilizacjach, a obecnie jeden z najbardziej wartościowych obiektów dziedzictwa ludzkości. Po drugiej stronie dostrzegamy Mirador de San Nicolás. Czeka tam już na nas Andrea, bo jak się okazuje, nasza wizyta jest zacznie opóźniona.

To tylko trzysta metrów w linii prostej. "Jak dobrze pójdzie, będziemy tam za kwadrans" - pomyślałem. Nic bardziej mylnego. Ulice są zapchane, bezodpływowe, a niektóre wymagają dodatkowej autoryzacji. Jak ta, w którą właśnie wjeżdżam. Na przeszkodzie stoi podwójny znak STOP, czerwone światła, budka z mikrofonem i głośnikiem, tablica ostrzegawcza, wielki garb spowalniający, wzmacniany szlaban i jakby tego było mało - z ziemi wyłaniają się dwa grube półmetrowe pachołki. Tędy jednak nie da rady, trzeba się poddać, tylu zabezpieczeń nie przejdziemy. Po usilnych staraniach przyjeżdżamy ponad godzinę spóźnieni.

Wąskie, strome przejścia prowadzą do punktu widokowego. Oświetlona Alhambra i cała Granada przy blasku księżyca wyglądają fantastycznie. Mirador de San Nicolás to popularne miejsce wieczornych spotkań. Resztę wieczoru wypełniają głośne hiszpańskojęzyczne rozmowy z dostrzegalnym andaluzyjskim akcentem. Pijemy tutejsze piwo Alhambra z widokiem na samą Alhambrę. To kolejny magiczny wieczór.

Sevilla

Avenida de San Fernando longboarding Nocna sesja na longboardzie. Avenida de San Fernando, Sevilla

Dojeżdżam na Avenida Portugal tuż przy Plaza de España. Jestem w samą porę, na przeciwko w parku Prado de San Sebastian odbywa się Fiesta de los Naciones. To impreza promująca sztukę, wyroby i kuchnię lokalną z wielu zakątków świata. Tym niemniej, w większości są to kraje latynoamerykańskie. Atmosfere podgrzewają gorące rytmy kubańskiej salsy. W ramach uczty czekają na nas nie tylko meksykańskie tacos, ale i ceviche de pescado po peruwiańsku, brazylijskie szaszłyki churrasquinho, kolumbijskie i wenezuelskie wypieki arepas de chicharron, dominikańskie kuleczki z mięsem albóndigas, oraz bardziej lokalnie: smażona ośmiornica, jako przysmak Galicji, włoska pizza i żabie udka - jak możnaby przypuszczać, francuskie.

Tuż obok bram Plaza de España trafiam na grupę muzyków przygotowujących występ. Wysoko- i średniotonowe instrumenty dęte, perkusja i donośne, potężne brzmienia zsynchronizowanych bębenków tworzą niespotykaną, zupełnie przypadkową ucztę muzyczną, a ja jestem jednym z zaledwie kilku obserwatorów tego spektaklu. Dodam, że są to ludzie w każdym wieku, grają w nieformalnych, dowolnych strojach i tak głośno, jak to tylko możliwe.

Jest ciepły październikowy wieczór, dopiero lekko po północy temperatura schodzi poniżej 25º Celsjusza.

Narodowe potrawy dominikańskie na festiwalu Fiesta de los Naciones Narodowe potrawy dominikańskie na festiwalu Fiesta de los Naciones

W budynku uniwersyteckim, razem z wydziałem prawa, filologii, geografii i historii znajduje się zabytkowa biblioteka i czytelnia, w której przeczekuję upały siedząc w książkach. Robię nocną rundę na longboardzie przez miasto. Sevilla to wspaniałe miejsce na tego typu rozrywki.

Avenida de San Fernando to szeroka aleja o gładkiej powierzchni jakości marmuru. Miejsce do podziału dla pieszych, rowerzystów, tramwajów i takich jak ja - longboarderów. Świetne miejsce! Wieczorną porą dobrze oświetlone budynki pozwalają zachwycać się różnorodnością sewilskiej architektury. Przy Puerta de Jerez skręcam w Avenida de la Constitucion, mijam budynek Archivo de Indias, muzeum katedralne i docieram na skateboardowy spot - Plaza Nueva tuż przy magistracie. Spędzam upojne chwile pompowania na śliskim, polerowanym marmurze. Sevilla dostaje ode mnie pięć longboardowych gwiazdek za jakość chodników i dróg.

Sevilla nightlife Sewilla wieczorną porą

Sevilla to jednak duże miasto, za którymi nie przepadam. Zostać tu jeszcze? Kontynuuję ekskursję wzdłuż wybrzeża rzeki Guadalquivir. Pałętam się po mieście i penetruję wszystkie ulice, a około godziny pierwszej w nocy rozmyślam i podejmuję decyzję - wyjeżdżam do Portugalii.

Unikam w ten sposób korków drogowych. Zahaczam o Huelve, ale to akurat średnia decyzja. Miasto do mnie przemawia "nie zatrzymuj się, jedź dalej". Jadę więc dalej, prosto do portugalskiego Algarve.

 

Share

Losowe zdjęcie

L2hvbWUvbGFqY2lrbjEvcHVibGljX2h0bWwvcXVlc3QvaW1hZ2VzL3N0b3JpZXMvY2VudHJhbGFtXzExLmpwZw==.jpg

Polls

Jeśli podróżować, to przez...