22 lip 2010 |
|
AlgarveWczesnym południem przekraczam granicę portugalską od południowo-zachodniej Hiszpanii. Zatrzymuję się w biurze informacji turystycznej. Uprzejma czarnoskóra dziewczyna, przypuszczalnie w siódmym miesiącu ciąży wita mnie portugalskim "Bom dia!" z uśmiechem na twarzy. Zbieram szczegółowe informacje na temat Algarve, mapki poszczególnych prowincji i wypytuję o wybrzeże. Na zakończenie słyszę przyjazne upomnienie: "Pamiętaj przestawić zegarek. Wjeżdżając do Portugalii zyskałeś jedną godzinę". TaviraTavira to mój pierwszy przystanek. Wąska grobla przedziela zbiorniki solankowe, w których poprzez słoneczne odparowywanie wody morskiej uzyskujemy sól. Spacer bo zbrylonej soli przypomina trochę przechadzkę po gigantycznym lukrowanym torcie. Dojeżdżam do zatoki rybackiej, gdzie z widokiem na Ilha de Tavira przygotowuję obfite śniadanie i zaparzam kawę. Podczas posiłku przyglądam się przepływającym tędy kutrom. Tavira to położone nad rzeką Gilão kolorowe i spokojne miasto. Liczne bary i restauracje, każde z zachowaniem odpowiedniej dozy indywidualizmu nadają miastu spowolnionego tempa życia. Pastelowe kolory fasad tylko pozornie kłócą się z obłupanymi z tynku ścianami i wyblakłymi kafelkami. To uzupełniająca się całość. Przechodząc mostem romańskim widzę dwóch mężczyzn z zacięciem brodzących w rzece niskiej rzece w poszukiwaniu krabów. Na zacienionej ławce siedzi grupka starszych mieszkańców miasta przyodzianych w kapelusz, rozpinaną koszulę i długie spodnie. Odpoczywają w cieniu drzew oliwkowych, ze spokojem wyczekują końca sjesty. OlhãoDojeżdżam do miejsca, którego nie ma na podglądowej mapie. Parkuję tuż przy porcie. Przyglądam się zacumowanym kutrom. Większość z nich jest już silnie skorodowana, ale wśród nich zdarzają się inne równie stare, odrestaurowane grubą warstwą farby olejnej. Poranne połowy już zakończone, pozostali w przystani rybacy porządkują i czyszczą sieci, wyciągają ryby ze skrzyń, a nadmiar wody z pokładu usuwają wiadrami. Ci, którzy już zakończyli obowiązki siedzą teraz na twardych i niewygodnych taboretach. Popalają mocne papierosy, grają w karty na odwróconej plastikowej skrzyni i przekrzykują się nawzajem, sącząc piwo. Okolice FaroW piątkowy wieczór odwiedzam znajomą w Faro, a po całonocnej fieście wyruszamy razem na zachód Algarve. Skaliste wybrzeże Vale Centeanes nieopodal Lagoa to idealne miejsce na śniadanie i dobry początek dnia. Schodzimy na plażę, aby wykąpać się w orzeźwiająco chłodnym oceanie. Fale utworzyły tutaj ciekawe formacje skalne. Niektóre to grota z piaszczystym podłożem wymagające przeprawy przez wodę. W jednej z płytkich jaskiń dostrzegam, że monolit skalny składa się z tysięcy średniej wielkości muszelek połączonych razem piaskowcowym spoiwem. Tworzy to ciekawą mozaikę. Zatrzujemy się na plaży Praia da Rocha w Portimão. Zatopione tuż przy brzegu skały wysoko wznoszą się ponad linię oceanu. To opustoszałe miejsce, szerokie pasmo złocistego piasku odgrodzone piaskowcami tworzy przyjemną, nastrojową enklawę. LagosZupełnym przypadkiem znajdujemy malownicze miejsce na plaży Camilo w Lagos. A może to nie przypadek, bo całe Algarve jest malownicze. To enklawa spokoju, do której aby dotrzeć trzeba zejść schodkami i przepłynąć kilkadziesiąt metrów pomiędzy skałkami. Plaża bez dostępu do lądu. W centrum Lagos losowo wybieramy restaurację z regionalną kuchnią. Na moim talerzu pojawia się przyprawione mięso zawijane w ciasto i podawane w gęstym, lekko pikantnym sosie pomidorowym. Zasiadamy przy pomniku na Praça Luís de Camões. Właśnie rozpoczyna się koncert francuskiej trupy. To dojrzałe już małżeństwo. Ich życie to nieustanna podróż. Natalia zgłasza się na ochotnika z widowni do opieki nad pięcioletnim synem artystów. Słuchamy piosenek, których teksty zostały napisane przez doświadczenia muzyków-podróżników. Akompaniament to gitara i harmonijka. Pijemy wzmacniane, półwytrawne wino Porto, układamy z dzieciakiem klocki Lego i przyglądamy się popisom lokalnego kowboja jeżdżącego konno do tyłu w pozycji stojącej. W Lagos jest mały port rybacki. Ryby prosto z kutra ładowane są do pudeł i po pobieżnym przesegregowaniu trafiają bezpośrednio na giełdę rybną, miejsce handlu hurtowego. Przyjeżdżają tutaj kupcy, właściciele stoisk na markecie czy restauratorzy. Wielkie kraby, gigantyczne homary i ważący jedną czwartą kwintala tuńczyk trafiają prosto na targowisko. Mniejsze i tańsze ryby kupimy już za kilka euro za kilogram, ale te najdroższe sprzedawane są nawet ośmiokrotnie drożej. Bycie rybakiem to ciężka i trudna, ale potencjalnie dochodowa praca. W porcie znajduje się wiele kutrów na sprzedaż, więc..... SagresSagres to małe miasteczko słynne z odkryć w nawigacji atlantyckiej. Tonel to położony tuż obok point-break'owy surfspot. Już wiem gdzie spędzę resztę dnia. Punktualnie o godzinie siódmej wieczorem oglądam najpiękniejsze słońce zatapiające się w bezkresnych wodach Oceanu Atlantyckiego. Prawdziwie wzruszające zjawisko na południowo-zachodnim cypelku Europy. Cabo de São Vicente, nazwane przez starożytnych Rzymian Promontorium Sacrum uważane było na przestrzeni tysiącleci za koniec świata. Tam, gdzie nadzwyczajnie wielkie zachodzące słońce powoduje wrzenie wód oceanu. Następnego dnia surfuję na spotach Carrapateira i Bordeira. To całkowicie bezludne miejsca, brak żywej duszy w promieniu kilku kilometrów w ciągu nocy. Światła cywilizacji tutaj nie docierają, co jeszcze przed wschodem księżyca pozwala wypatrzyć tysiące gwiazd, kolorowe w odcieniach czerwieni mgławice i poświatę kilku planet układu słonecznego. A od rana jestem pierwszym, który wejdzie na długie, średniej wielkości fale. Idealny początek dnia, jeszcze przed śniadaniem. AljezurAljezur to małe miasteczko o typowej wiejskiej architekturze Algarve. Parapety i kolorowe obramowania wokół okien pozostawiają façades w kolorze białym. Miasto dzieli stojąca (i z tego powodu dość brudna) rzeka na część nową i zabytkową. Dziesięciowieczny zamek usytuowany jest na wzgórzu z panoramicznym widokiem na białe zabudowania Aljezur i okoliczne zielone pastwiska, lasy, plantacje oliwek i pola uprawne. Odbieram Mikołaja z dworca autobusowego. Wybieramy się na targ rybny i kupujemy kilka dorad, sardynek, rybę w kształcie małej płaszczki, a także kałamarnicę, przysmak dnia. Resztę niezbędnych składników kupujemy w przydrożnym sklepie. Patroszę ryby, owijam je wraz z przyprawami, czosnkiem i cebulą w srebro, aby chwilę później wstawić je na rozżarzonego grilla. Perfekcyjny posiłek na uzupełnienie energii po surfingu. Kolejne dni mijają na falach przeróżnych spotów. Amoreira, Monte Clérigo, Arrifana, Belixe, Tonel, Bordeíra, Amado i Cordorama. Ta ostatnia zachwyca panoramicznym punktem widokowym na rozległy beach-breakowy spot o długiej, powoli łamiącej się fali. Dzięki wiatrom termicznym popularnym sportem jest tutaj paralotniarstwo. Wszystkie plaże w Algarve na zachód od Lagos mają jedną wspólną cechę: są dzikie i zdecydowanie nie wyczuwa się turystycznej komercji. Tylko surfing, kuchnia portugalska, prażące słońce, chłodna woda oceanu i piękne zachody słońca. Cruising along...W trakcie kilku tygodni spędzonych w Algarve wielokrotnie przemierzam wybrzeże atlantyckie ze wschodu na zachód i zachodu na wschód. A Sagres, Lagos i Faro stały się dla mnie punktami odniesienia. Wracam do Faro na pierwszy od tygodnia prawdziwy ciepły prysznic. Prawdziwy luksus w porównaniu do kąpieli w oceanie, względnie baniaków z wodą na dzikim wybrzeżu. Odwiedzamy kilka barów, a wieczór kończymy na dachu akademika. Nocujemy na Praia do Faro. W nocy rozpętuje się wichura i spada pierwszy od kilku tygodni deszcz. Pół plaży znika, a raczej - zapada się o pół metra i tworzy się spadzista wydma. Wyliczam, że na plaży Amado odpływ powinien być w okolicach godziny 13. Dochodzimy do skraju piaszczystej plaży i rozpoczyna się długi spacer po śliskich kamieniach. Na niektórych znajdują się antypoślizgowe koralowce. Przed nami naturalne spa. Koralowce i malutkie skorupki małży to masaż dla stóp, a chłodna woda rozbryzgująca się o skaliste wybrzeże dostarcza orzeźwiającej mgły. Kończymy zbieranie małży, które w sosie pomidorowym wraz z butelką dobrego wina zjemy na kolację. RealiaCzas. Mówi się, że to on jest bezcenny. Ludzie wariują na punkcie czasu. To wskazówka zegarka decyduje się, czy jesteśmy spóźnieni. Niekiedy wystarczą miękkie, ale bardziej precyzyjne określenia. W trakcie przypływu, o świcie, przed zachodem, po przejściu dobrych fal i w momencie, gdy słońce wyjdzie zza chmur. Portugalia to życie w zgodzie z naturą, posługiwanie się czasem słonecznym, godzina nie ma tu większego znaczenia. Z tego zapomnienia, dopiero po kilku dniach zorientowałem się o zmianie czasu. październik 2009 |
| Share |

