PolishEnglish
Home Relacje z podróży Azja Indie: Uttar Pradesh
16
mar
2010
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

U źródeł Gangesu

Załadunek łodzi w górnym biegu Gangesu, Rishikesh
Załadunek łodzi na Gangesie

Pobudka z samego rana i check-out z hotelu Star Palace. Zostawiamy bagaże, aby skorzystać z wolnego dnia w Delhi. Brak nam koncepcji w związku opóźnieniem i brakiem połączeń do Varanassi. Problemów nie można rozwiązywać na czczo. Idziemy do zaprzyjaźnionego baru Golden Cafe. Jak się okazuje, Golden Cafe pośredniczy nie tylko w wymianie walut, ale także załatwia bilety autobusowe. Kompleksowość usług to klucz do dobrego biznesu w Indiach. Drugie danie jemy już podekscytowani, pojawiła się nowa koncepcja. Wieczorem jedziemy do Rishikeshu.

To zwykła nocna trasa na północ. Jesteśmy prawie gotowi do odjazdu. Jeszcze tylko jeden z pasażerów usilnie próbuje pomóc swojej grubej żonie wejść na pokład. Po paru podejściach niestety się nie udaje. Mąż z pokorą w głosie przyznaje "My wife is too fat to get on the bus". Zdecydowali, że pojadą innym autobusem. Uff..  Jadą z nami dwie nawiedzone Koreanki, które całą noc gadają i opowiadają niestworzone historie. W ten sposób dojeżdżamy do celu.

Rishikesh

Rishikesh słynie z prowadzonych tutaj szkół w klasztorach buddyjskich. Interesująca to opcja. Z reguły trzeba się zdecydować na co najmniej miesięczny okres zaangażowania. Treningi w klasztorach położonych nad Gangesem stanowią bez wątpienia ciekawe doświadczenie życiowe i są wystarczającym powodem, aby udać się ponownie w te uduchowione miejsca. W przeciwieństwie do Kaszmiru, gdzie spotkałem dosłownie trzech-czterech turystów, tutaj są oni wszędzie. Na szczęście nie zakłócają lokalnego rytmu życia, gdyż większość z nich nie znalazła się tutaj przypadkowo. To miejsce na odpoczynek, kontemplację i zadumę. Malowniczy Ganges i liczne stada makaków, długoogoniastych małp biegających po przewieszonych mostach.

Wodospad w Rishikesh
Wodospad w Rishikesh

W całym Rishikeshu nie ma alkoholu. Są dwie opcje, aby temu zaradzić. Pierwsza to pogodzić się z jego brakiem. Druga wymaga wzięcia dwóch rikszy, aby po około godzinie godzinie dotrzeć do jedynego sklepu w okolicy. Pewnego wieczoru zasiadamy przy jednym z mostów i sączymy ciężko zdobyte piwo. Podchodzi do nas osioł, idzie w naszą stronę coraz wolniej, i wolniej, aż w końcu się zatrzymuje i zasypia w pozycji stojącej. Wszystko ustało i ucichło. Nagle z klasztoru wybiega w naszą stronę mnich i pytał "skąd macie piwo?". Zdecydowanie spragniony i zaciekawiony. Ogarnia go smutek na wieść, że piwo pochodzi z miejsca odległego o dwadzieścia pięć kilometrów. Potrzebna wyjątkowo wysoka determinacja, aby napić się w tych stronach zimnego piwa.

Zdecydowanym atutem Rishikeshu jest piękny widok na rzekę Ganges i podnóża Himalajów. Miejscowość położona jest po obu stronach rzeki, dodatkowo podzielona na coś w rodzaju dolnej i górnej części. Jesteśmy stosunkowo wysoko na północy, w tej części Indii Ganges nie jest jeszcze zanieczyszczony. Woda wydaje się być czysta. Niektórzy ludzie się w niej kąpią, inni puszczają z prądem małe stateczki ku pamięci zmarłych, a jeszcze inni, przybili z odległych części kraju, zabierają ze sobą kanister wody z Gangesu. Zauważyłem, że produkcja i sprzedaż kanistrów do przewożenia świętej wody to tutaj niezły biznes.

Rozmowa z mędrcem
Rozmowa z mędrcem

Poznajemy hinduskiego Boba Marley'a, który przedstawia nam swoją ideologię życia. Pieniądze są nie potrzebne, przemijają, niczym wiatr. Raz są, raz ich nie ma. Na szczęście składają się inne wartości, a te osiągnąć można bez środków materialnych.

Jak na znak tego, pół godziny później, schodząc stromym, skalistym nabrzeżem Gangesu, w pewnym momencie Łukaszowi wypada z plecaka obiektyw szerokokątny. Lekko uderza o skałę, potem raz drugi, aby wreszcie trzecie uderzenie przybrało postać niemego plusk.... I tym sposobem Ganges pochłonął ofiarę, wartą przynajmniej tysiąc euro. Pech, fatum, czy interpretacja i samospełnienie przepowiedni - nie wiadomo. Zatkało nas kompletnie. I bez wątpienia minie trochę czasu nim wróci dobry humor mojego towarzysza podróży.

Wieczorną porą wracamy w to miejsce, aby z pomocą statywu uchwycić kilka kadrów fotogenicznego mostu Lakshman Jhula. O tej porze ciepło podświetlonego, dumnie rozpinającego się nad Świętą Rzeką.

Zostajemy na noc w Ganga View Hotel. Zakładam, że jesteśmy pierwszymi klientami w historii tego miejsca po renowacji. Dostajemy świeżo wyremontowany, nie zamieszkiwany dotychczas pokój. W tym hotelu nie wszystkie prace remontowe zostały ukończone. Dotyczy to również naszego pokoju. Obsługa nie krępuje się żeby wejść i grzecznie zapytać, czy mogą użyć wiertarki, aby wywiercić brakującą dziurę. Słyszymy tylko "sorry, just ten minutes" i w naszym pokoju pojawia się ekipa remontowa wiercąca głęboką dziurę nad łóżkiem.

Idziemy wzdłuż drogi, w przeciwną stronę do biegu Gangesu. Po drodze poznajemy Jal i Gal, bardzo sympatyczną żydowską parę. Nie pamiętam, które z nich to żeńskie imię, a teraz ciężko to stwierdzić. Idziemy razem górskim szlakiem prowadzącym nad wodospad. Spotykamy wiele zaciekawionych naszą obecnością małp. Droga jest słabo oznakowana, ale ze względu na duże ilości wody rozbijające się o skaliste podłoże, po znalezieniu się w pewnej odległości wraz ze zbliżaniem się coraz łatwiej kierować się we właściwą stronę. Około zwrotnikowa szerokość geograficzna sprawia, że aparat uzyskuje lepsze czasy naświetlania. Do lasu dociera więcej promieni słonecznych. Niektórym udaje się przebić przez konary drzew. Pojawiają się przebłyski światła magicznie oświetlające rozpylone strumienie wody z wodospadu. To inspirujące i wprawiające w zadumę miejsce.

Most Lakshman Jhula
Most Lakshman Jhula

Kolację jemy na dachu restauracji La Bella View z widokiem na kolano Gangesu. Przenosimy się tuż obok do Freedom Cafe. Zamawiamy papaya lassi. Popularny w tych stronach napój, podobny do lekko słonego jogurtu zmieszanego z kefirem. Lassi serwowane z lodami i świeżymi owocami smakuje niesamowicie. To rozpływające się, słodkie i orzeźwiające niebo w ustach.

Nastaje zmysłowy półmrok. Lampiony rozwieszone nad niskimi stolikami dają miękkie, delikatne światło. Nasze wygodne siedziska i spokojna, nastrojowa muzyka, wprawiają nas i kilku siedzących obok globtrotterów w iście leniwy tryb spoczynku. Cały czas delektuję się papaya lassi i podziwiam niepowtarzalny widok na rozległą dolinę Gangesu, z obu stron otoczoną bujną roślinnością i górami, hen daleko za kolanem rzeki.

To niezwykle pamiętny wieczór, któremu towarzyszy kolejną porcja skromnych, ale hucznych fajerwerków z okazji obchodów święta Diwali.

Decydujemy się zjeść kolejne śniadanie w tym samym miejscu. Niespodzianką w trakcie okazuje się brak prądu, co znacznie wydłuża oczekiwanie na zamówienie. Ale tutaj nie ma czegoś takiego jak pośpiech. Mamy czas. Mnóstwo czasu.

Przy moście Lakshman Jula kupujemy pieczone na miejscu ciastka, aby wsiąść w autobus do Haridwar, drugiego, nieco większego, ale także położonego nad brzegiem Gangesu miasta.

Miejsce kultu i pielgrzymek

Kąpiel w świętej rzece
Kąpiel w świętej rzece

W Haridwar panuje inny klimat w porównaniu do Rishikesh. Dużo straganów, wąskie i zatłoczone uliczki. Większy ruch pieszych, miasto mniej turystyczne i w większym stopniu żyjące własnym życiem. Ganges płynie tutaj bardzo szybko, a lokalną tradycją lub pewnego rodzaju rozrywką jest wskakiwanie do rzeki, aby usilnie po kilkudziesięciu metrach spróbować wbrew prądowi jakoś się z niej wydostać. Dużo ludzi zażywa kąpieli w świętej rzece. A prawie każdy z pielgrzymów przyjeżdżających tutaj z odległych części Indii mam ze sobą baniak wody na świętą wodę z Gangesu.

Tłok i dużo indyjskich turystów. Nie ma magii Rishikeshu, ale zgodnie stwierdzamy, że warto tu zostać. Wchodzimy przez most na wysepkę rzeczną. Spotykam się z najbardziej absurdalnym sposobem na wyłudzenie pieniędzy. Rozmowa ze napotkanym panem z identyfikatorem, karteczką i długopisem wygląda mniej więcej tak: "Your name, Sir?" "Which country you from?". Zaciekawieni udzielamy odpowiedzi na pytania, aby za chwilę usłyszeć "How much would you like to donate, Sir? Minimal donation is 100 rupees". Absurd. Ignorujemy tego niby-oficjalnego naciągacza i w końcu jemy naszą papaję, mandarynki i banany nad świętą rzeką.

A ile to kosztuje?

papaya lassi w wymarzonym miejscu nad Gangesem 30 Rs (ok. $0.7)
obiad w restauracji 80 Rs (ok. $2)
pokój hotelowy dla dwóch osób: 150-300 Rs (ok. $3-$7)
piwo w jedynym sklepie w okolicy 70 Rs (ok. $1.6)
mała butelka rumu w tym samym sklepie 155 Rs (ok. $4)

 

Share

Losowe zdjęcie

L2hvbWUvbGFqY2lrbjEvcHVibGljX2h0bWwvaW1hZ2VzL3N0b3JpZXMvcHQwNDguanBn.jpg

Polls

Jeśli podróżować, to przez...